<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Powrt dzieci"> 
<author_1=Maria Zientarowa>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="4">
<date=1954-04-25>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Myo, jak to zwykle na dworcach o sidmej rano.
Z pocigu wysypao si mnstwo ludzi, dzieci, walizek, nart, dwa psy na smyczach i kilka par saneczek.
Janka, Andrzeja ani cioci Andzi nie byo wida.
 Nie przyjechali  stwierdzi ojciec Janka. Przeszli raz jeszcze wzdu pocigu. Przy jednym z okien spostrzegli spaszczony nos i dwoje duych oczu.
 Janek!
W przedziale ciocia Andzia prbowaa metody perswazji.
 Czycie zwariowali!  krzykna matka Jasia  czemu nie wysiadacie?
 Bo jeszcze nie byo Krakowa  powiedzia Andrzej bardzo stanowczo.
 Ale tu jest Warszawa i pocig zaraz odjedzie na boczny tor. Wysiada.
 Mymy chcieli zobaczy Krakw.
 Przespali Krakw. Bya ciemna noc. To nie moja wina  tumaczya si ciocia Andzia.
Ojciec Janka wytaszczy ju walizk na peron i sta bezradny.
Po chwili cae towarzystwo wyszo z przedziau.
 Ty jednak doskonale umiesz sobie z nimi radzi  powiedziaa ciocia Andzia do matki Janka z uznaniem.
 No, oczywicie. To jest tylko kwestia autorytetu  matka Janka wyprostowaa si i spojrzaa na ojca Janka. Wiesz co, wemy takswk.
 Takswk?  zdziwi si ojciec Janka.  Przede wszystkim nie zmiecimy si wszyscy, a poza tym to bdzie kosztowao jakie osiem zotych.
 Ty moesz jecha wprost do biura tramwajem  zdecydowaa matka Janka.  My si ju zmiecimy. Ja funduj.
 Rb co chcesz, mnie si wydaje, e to nonsens.
 Tatu si wyraa  powiedzia Janek wysokim gosem.  Nonsens, ponsens.
 No to ju jad do biura, tylko was zaaduj. A jak bdziesz niegrzeczny to takswk nie pojedziesz.
 Kiedy mama obiecaa, e jak wyjdziemy grzecznie z pocigu, to pojedziemy.
 Nie ma to jak autorytet  stwierdzi ojciec Janka.
 Jak co?
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
